Aplikacja, która słucha samochodu i może ostrzec o kłopotach

Wszyscy chyba jesteśmy tego świadomi, że liczba samochodów, które będzie można obsługiwać za pomocą smartfonu będzie rosła i nie chodzi oczywiście o samo kierowanie, ale włączanie lub wyłączanie niektórych funkcji. Najlepszym przykładem są auta marki Tesla, ale europejscy producenci też wdrażają swoje aplikacje, które mogą ułatwić wiele spraw kierowcom w codziennym życiu. Wizja samochodów autonomicznych to zupełnie oddzielny temat, ale to również niedaleka przyszłość.

Możemy mieć również obawy, że ktoś będzie mógł w dowolnej chwili zhakować nasz samochód i przejąć nad nim kontrolę, co mogłoby przynieść niepożądane skutki, czy zablokować go, aby nie można było się nim nigdzie ruszyć. Samochody stają się coraz bardziej inteligentne i nie uciekniemy od tego. Są też tego oczywiście zalety w postaci łatwiejszej diagnostyki i wyszukiwania oraz komunikowania o awariach.

Jednak jak pokazuje najnowszy pomysł opracowany przez grupę naukowców z MIT diagnostyka może okazać się bardzo łatwa bez konieczności łączenia się z komputerem pokładowym samochodu. Nie więc też obaw, że auto zostanie zhakowane. Joshua Siegel i jego współpracownicy uważają, że mikrofon i akcelerometry mogą być wystarczające w tym przypadku.

Niektóre ich badania zostały opublikowane w Engineering Applications of Artificial Intelligence. W szczególności interesujący jest artykuł dane audio zebrane przez smartfon mogą zdiagnozować filtr powietrza i wydać komunikat o jego wymianie. Bardzo prosto to wytłumaczyć, ponieważ filtr, który jest zapchany różnymi zanieczyszczeniami, brzmi zupełnie inaczej ten, który powinien działać prawidłowo. Strumień powietrza przepływający przez niego wydaje inne dźwięki.

Przetestowali oni to na dwóch modelach aut – Mazda 2 oraz Honda Civic. Za urządzenie pomiarowe posłużył iPhone 6. Oprócz „nasłuchiwania” silnika w normalnych warunkach, przetestowali oni również filtr powietrza, który został przykryty osłoną o grubości około 2 mm z węglowego materiału filtrującego, aby zasymulować „jednolite gromadzenie się cząstek stałych”. Sprawdzili oni również sytuację, w której liść mógłby przykryć filtr, a zamiast niego użyli kawałka kartonu.

Po zebraniu próbek z tych testów, stworzyli algorytm, który może nauczyć się rozróżniać filtr, który działa prawidłowo, od takiego, który wymaga wymiany lub sprawdzenia.

Wydaje się, że do czasu, kiedy będziemy mogli diagnozować swoje auto w polowych warunkach i przy użyciu zwykłego smartfonu wraz z aplikacją jest już niedaleko. W artykule Siegela przytoczono również pracę, która wykazała, że sieci neuronowe mogą wykorzystywać dźwięk do identyfikacji wycieków kolektora dolotowego, awarii chłodnicy i czujnika wałka rozrządu oraz cylindrów z dokładnością przekraczającą 95 procent. Inne prace pokazały również algorytmy, które lepiej wykrywają niewyważone koło.

Siegel zamierza skomercjalizować wszystkie te narzędzia diagnostyczne i wprowadzić na rynek aplikację. W tym celu założył już nawet firmę pod nazwą Data Driven. Plan zakłada testowanie większości tych pomysłów przez najbliższe sześć miesięcy. Naukowiec mówi, że na rynku może pojawić się już za 18 miesięcy.

Źródło: ArsTechnica, Kuba Klawiter

Artykuł został wyświetlony od 30.11.2023 już 500 razy.